fantastyka

Edward Guziakiewicz • Syreny z Cat Island


Rozdział drugi
fragment

S

łońce było już wysoko. Biała dwuosobowa motorówka pruła fale, oddalając się od brzegu. Patrick zabrał ze sobą lornetkę, jakby wierząc w to, że w ten sposób szybciej trafi na jakiś ślad. Miała wytrzymałą wodoodporną obudowę, antypoślizgowe gumowe pokrycie i dawała dobre powiększenie. Powierzchnia morza była roziskrzona refleksami tropikalnego słońca. Śledził baraszkujące delfiny, a każda wynurzająca się z wody płetwa wywoływała w nim wzruszenie i gwałtowne bicie serca. Nie upłynęli jednak nawet jednej mili, gdy silnik zakrztusił się i zagasł. Przed dziobem morze zmieniło kolor na turkusowy. Właściciel pensjonatu, w którym Patrick wynajął pokój, lekko przysadzisty sympatyczny rudzielec około czterdziestki, zwrócił się do młodego Amerykanina i spokojnie oznajmił:

— Dalej nie można. Nie w tym kierunku!

— Dlaczego? — Patrick położył lornetkę na kolanach i obgryzał nerwowo paznokcie. Widział motorówkę na przystani przed pensjonatem i udało mu się po wczesnym śniadaniu namówić Joego na krótką wyprawę. Około południa tamten jechał jeepem do Arthur’s Town i obiecał podrzucić go na lotnisko.

— Zaczyna się rafa. Otacza owalem płyciznę, na pewno zaznaczoną na dobrych mapach morskich — wykonał ręką szeroki gest. — Musielibyśmy ją opłynąć.

Patrick pokręcił przecząco głową. Uniósł się i intensywnie wpatrywał się w toń, jakby chcąc przewiercić ją wzrokiem. Woda była krystalicznie czysta i przejrzysta, a dno rysowało się niemal na wyciągnięcie ręki. Podwodny krajobraz za burtą tętnił życiem. Dostojnie mijał ich wielki żółw, wiosłujący łapami. Dalej ławice wielobarwnych ryb uwijały się między koralowcami.

— To będzie gdzieś tutaj — ostrożnie zawyrokował. — Muszę wrócić ze sprzętem do nurkowania — nerwowo dodał, mimowolnie zdradzając przed obcym swoje plany.

Joe przyjrzał mu się z wyrazem powątpiewania na twarzy. Kontrolował swoją tuszę, o czym świadczyła znacząca się muskulatura.

— Nie radzę — chłodno odrzekł. — Wszędzie, tylko nie tu.

— Dlaczego? Są jakieś trujące wodorosty? Rekiny?

— Nie o to chodzi — Joe chwilę główkował, nie wiedząc, jak to wyrazić. — Jesteśmy tu z żoną dopiero od dwóch lat — zaczął. — Kupiliśmy ten pensjonat, spodobał się mojej Dorothy, i staramy się nie zadzierać z krajowcami. Nie znamy dobrze tutejszych obyczajów. Ci, którzy tu mieszkają, to głównie Murzyni, spadkobiercy tradycji, sięgających czasów niewolnictwa. Otarło mi się jednak o uszy to i owo…

— To i owo? — Patrick zrobił wielkie oczy.

— To strefa tabu — Joe wyjawił stłumionym głosem. — Być może, jakieś stare cmentarzysko. Sam staram się w tych okolicach nie kręcić. Na pewno nie ma tu żadnego skarbu piratów.

— Ach, tak? — Patrick znowu nerwowo obgryzał paznokcie. — A ta płycizna ma jakąś nazwę? Jednak będę musiał tu wrócić. Bez względu na to, co powiedzą ci z wyspy.

— Szeptem nazywają ją Płycizną Syren — bąknął tamten, niespokojnie poziewując. — Raz czy drugi wpadła mi w ucho ta nazwa.

Patrick podskoczył z wrażenia i niewielka motorówka niebezpiecznie się zakołysała.

— Jak? Płycizna Syren? — udał zastanowienie. — To bez sensu! — histerycznie się roześmiał, nie umiejąc ukryć narastających w nim emocji.

Właściciel pensjonatu uważnie mu się przyjrzał. Jednak trudno było wyczytać z jego opalonej twarzy i otoczonych siatką zmarszczek oczu, co naprawdę o tym wszystkim myśli.

— Faktycznie, bez sensu — ugodowo skwitował. — To co? Wracamy? — zaproponował, chcąc się oddalić od tego miejsca.

Chłopak skinął głową i Joe zapuścił silnik. Motorówka zawróciła, kierując się w stronę brzegu.

— Masakrastycznie — mruknął pod nosem.

Ramiona mu opadły. Czekała go jeszcze wyprawa do jaskini. Chciał się tam wyrwać tuż po świcie — to, co czuł do Athenais, było jak ból zęba, nie pozwalając mu zasnąć — ale musiał zrezygnować, bowiem latarka odmówiła mu posłuszeństwa. Nie sprawdził baterii przed odlotem z Miami. Pomyślał, że i w tej sprawie powinien uderzyć do Joego. Właściciel pensjonatu był wyposażony we wszystko, co niezbędne na lądzie i w wodzie. (...)




Strona 2 z 5     0 1 2 3 4 5 ^