fantastyka

Edward Guziakiewicz • Syreny z Cat Island


Rozdział trzeci
fragment

M

ały człowieczek z twarzą łasiczki lustrował chłopaka ostrożnie i nieufnie, jakby ten był od dawna na bakier z prawem. Patrick spokojnie wytrzymał jego taksujące spojrzenie. Swoje odstał w kolejce, ale panował nad sobą i trzymał na wodzy nerwy. A poza tym umiał wczuć się w jego położenie. Jeżeli koleś w jego wieku zaczynał regularnie latać na Bahamy, rodziło się podejrzenie, że może mieć coś wspólnego ze szmuglowaniem narkotyków.

Pracownik wygrał ten pojedynek. Przywołał innego celnika. Chłopaka czekała dokładniejsza kontrola.

— Co to jest? — kopiący w jego torbie podróżnej nadmiernie drobiazgowy blondas trzymał w rękach zwiewną czerwoną sukienkę. Uniósł ją do góry, a twarz Patricka oblał rumieniec wstydu.

— Prezent dla koleżanki — skłamał bez wahania.

Miął sukienkę w dłoniach, ślizgając się po szwach i oglądając drobne guziki, jakby w nich ukryto zakazane chipy, mimo że prześwietlenie nic nie wykazało. Potem z równą uwagą obejrzał damskie japonki. Płaszcz kąpielowy już go nie zainteresował, a na nową latarkę i aparat fotograficzny nawet nie spojrzał.

Patrick ochłonął dopiero wtedy, kiedy pasażerski samolot z kompletem na pokładzie poderwał się w powietrze. Celnicy mieli nosa i wyczuwali na kilometr prawie wszystko, co choćby na jotę odbiegało od normy. Bywało jednak, że popadali w paranoję. Inna sprawa, że w tym przypadku mieli rację. Po co chłopakowi damskie ciuchy?

Przebiegł myślami to, co działo się przez cztery tygodnie. Kolejna pełnia księżyca przypadała w weekend, więc nie musiał w agencji błagać o urlop. Na wszelki wypadek wziął trochę nadgodzin, żeby potem mieć kilka dni w zapasie. Greką rzucał jak mięsem. Opanował kilkadziesiąt zwrotów, zgodnie z sugestiami fizyka, lecz w innych sprawach nie miał zamiaru go słuchać. W sąsiedztwie mieszkała studiująca architekturę miła Greczynka, którą poprosił o skorygowanie wymowy. Język był śpiewny i należało pilnować przydechów i akcentów. Kilka razy spotkał się z dziewczyną, starając się nie wywołać wrażenia, że chce ją uwieść.

Zaprzątnął jego uwagę nieoczekiwany przelew bankowy. Wskazywał na przybyszy spoza planety. Szukał śladów fizyka w sieci i natrafił na głośnym forum ekologicznym na obszerny wpis, sygnowany jego imieniem i nazwiskiem. Maks przedstawił w nim hipotezę, z której wynikało, że kosmici już w starożytności zajmowali się tworzeniem alternatywnych ras rozumnych. Gdyby gatunek Homo sapiens się nie sprawdził, doprowadzając do ruiny Ziemię, przed czym przestrzegali ekolodzy z ruchów zielonych, mogły go zastąpić inne z pozoru mityczne populacje, syreny lub centaury. Nawet von Däniken wypiąłby się na taki pomysł, co nie omieszkano wytknąć autorowi w krytycznych komentarzach, ale Patrick wiedział, że fizyk nie jest gołosłowny. Jeżeli za madonnami z morza faktycznie kryli się rażąco inteligentni obcy, mogli oni jednym palcem wyeliminować ludzkość, na przykład przy pomocy zabójczej mutacji wirusa, a planetę oddać w prezencie innym istotom myślącym.

Ziewnął, wyglądając przez okno. Lot do Nassau miał trwać ponad pół godziny. Niepokoiły go pytania, na które nie umiał znaleźć odpowiedzi. W jakim celu obcy podtrzymywali syreny przy życiu przez kilka tysięcy lat, zapewniając im świeży dopływ męskiego nasienia? Dlaczego rasa morskich amazonek nie miała własnych samców? I kogo miał błagać o rękę Athenais? (...)


P

onton spisywał się na medal. Nikt tu w pobliżu nie polował na marliny, jak w znanym opowiadaniu Ernesta Hemingwaya o starym rybaku. Zresztą po żaglice i marliny wypływało się nie tu, ale na zimne i głębokie wody po drugiej stronie wyspy. Było pusto. Po jego prawej ręce na chwilę się zakłębiło. Ptaszory rozpaczliwie wyrywały się z toni i szybowały nad powierzchnią, zdradzając obecność prującego niżej myśliwego, pewnie średniej wielkości delfina. W oddali majaczył statek spacerowy, z którego pokładu turyści oglądali kolejne wyspy archipelagu. Posługując się wiosłem, wpłynął w obręb niby-atolu, powoli docierając do nieodległego punktu zero. Biegnąca prawie prosto podwodna aleja kończyła się zagłębieniem, którego ścianę wieńczył spadzisty koralowiec, zamykający dalszą drogę. Nie strzegł jednak tego miejsca żaden budzący lęk strażnik — w stylu utworzonej z samej wody strasznej kobiecej postaci, jak u Grahama Mastertona w powieści „The Swimmer”. Uzmysłowił sobie, że ten pisarz horrorów jest również autorem cieszących się wzięciem poradników seksualnych. Może otarł się o syreny? Miał wątpliwości, czy tego dnia przyda mu się do czegoś sprzęt do nurkowania. Zsunął się w slipach, zakładając tylko płetwy i nurkując na głębokość kilku metrów. Zabrał ze sobą latarkę, ale nie okazała się potrzebna.

Magiczne oko nie przypominało tego z „Gwiezdnych wrót” i nie zdobiły go żadne tajemne symbole. Miało ze dwa metry średnicy i prezentowało się najzupełniej prozaicznie. Kojarzyło się z ogromną rurą ściekową, tyle tylko że wypukle zasklepioną.

Patrick wypłynął, czując, że brakuje mu powietrza, chwilę oddychał i znowu się zanurzył. Lekko błyszczące tworzywo, z którego wykonano sekretne wejście, wyglądało jak aluminium. Nie znalazł jednak żadnych szczelin, ani śladów spoin, które dowodziłyby, że ten sezam się otwiera. Wystawiający ponad dno swoje zamknięte oko niezwykły potwór spał i nie zamierzał się budzić z powodu kręcącego tu domorosłego pływaka. Chłopak znów się wynurzył, a potem rozejrzał się w wodzie wokół tego trefnego miejsca. Wabiły jego wzrok zdumiewającymi kształtami i kolorami różne gatunki koralowca, zdające się konkurować z rażąco obcym ciałem w morzu i ostrzegać go przed mieszaniem się do nie swoich spraw. Przyglądał się krążącym po podwodnym ogrodzie ławicom drobnych ryb. Dziwiły go białe ślimaki i szafirowe rozgwiazdy.

Dochodziło południe i nie miał tu czego szukać. Podwodny świat żył własnym życiem i mógł go podziwiać, jednak nie było tu dla niego miejsca. Ustawił niewielką pomarańczową boję tuż nad zagłębieniem, a w drodze powrotnej dwie identyczne po obu stronach przesmyku. Wplątał ich kotwice w koralowiec. Pływaki były wyposażone w światła odblaskowe, co pozwalało mu dotrzeć tu po zmroku.

Uruchomił silnik i skierował się w stronę brzegu. Miał jeszcze kilka godzin do spotkania z kolejną madonną z krainy marzeń i postanowił trochę poleniuchować. A przy okazji przetestować sprzęt do nurkowania. (...)



Strona 3 z 5     0 1 2 3 4 5 ^